Obudziłam się w ciemnym miejscu. Było tu strasznie zimno i śmierdziało wilgocią. Usiadłam powoli, rozejrzałam się dookoła.
- Spójrzcie tylko, księżniczka wstała. -usłyszałam znajomy głos.
Nagle ktoś zapalił światło, które mnie lekko oślepiło. Zobaczyłam trzech mężczyzn, w tym mojego byłego szefa.
- Mówiłem, że Cię dopadnę. Przede mną nie uciekniesz skarbie. -uśmiechnął się obrzydliwie i podszedł do mnie- Teraz dostanę to czego chcę. -złapał mnie za szczękę i przyciągnął do siebie. Bolało.
- Co z Dorianem? -spytałam, wykręcając się z bólu.
- Czyli jednak...coś Cię łączy z tym kundlem. Nie musisz się nim martwić, chłopcy się nim zajęli, raz na zawsze.
- Dorian... Dorian nie żyje? -nie mogłam w to uwierzyć.
- Oj, teraz księżniczka będzie płakać. Przestań, kogo obchodzi jego życie, o jednego kundla mniej.
Zaczęłam płakać. To moja wina, przeze mnie on nie żyje. Ryczałam długo, a oni śmiali się tylko ze mnie i co chwila wyzywali.
- Zabijecie mnie? -spytałam z nadzieją w głosie.
- Najpierw się nieco zabawimy. -zaśmiał się jeden z nich.
Dorian?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz