niedziela, 25 września 2016

Od Doriana do Marlen

Po pewnym czasie zebraliśmy się i pojechaliśmy na plażę. Podziwiając zachód słońca, ruszyliśmy wzdłuż plaży brzegiem morza, trzymając się za ręce.
Znalezione obrazy dla zapytania love couple gif tumblr

Marlen?

sobota, 24 września 2016

Od Marlen do Doriana

Zastanowiłam się chwilę.
- Pewnie, może pojedziemy nad plażę, zdążymy na zachód słońca.


Dorian?

czwartek, 22 września 2016

Od Doriana do Marlen

Odwzajemniłem pocałunek, sprawiając go bardziej namiętnym.
- To co, może dzisiaj gdzieś wyjdziemy? Wtedy nam się nie udało...

Marlen?

Od Marlen do Doriana

- Ja nie chciałam. Ja musiałam, żebyś był bezpieczny. -chłopak patrzył na mnie zamyślony- Ale oczywiście. Obiecuję.
Złączyłam nasze usta w pocałunku.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

- Ja ciebie też. - uśmiechnąłem się pod nosem obejmując ją w pasie.
Siedzieliśmy tak dłuższy czas.
- Ale musisz mi coś obiecać. - odsunąłem ją lekko od siebie i spojrzałem jej w oczy.
- Co takiego? - zmierzwiła moje włosy ręką.
- Nigdy więcej nie będziesz chciała uciec.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Nie wiedziałam co mam zrobić, po kilku sekundach odwzajemniłam w końcu pocałunek, sprawiając go bardziej namiętnym. Powoli ruszyliśmy w głąb domu, zamykając za sobą drzwi. Usiedliśmy na sofie nadal się całując. W końcu, odsunęliśmy się od siebie.
- Kocham Cię.
Powiedziałam opierając głowę o jego ramię.

Dorian?

środa, 21 września 2016

Od Doriana do Marlen

- Powiedziałaś to, co myślałaś. - wzruszyłem lekko ramionami.
- Wcale ze nie, nie myślę tak! Kocham to, jaki jesteś, czuły, troskilwy... kocham... ciebie.
Marlen kontynuowała swoją wypowiedź, ja jednak pozostałem nadal na pierwszych słowach. W jednej chwili ujalem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze usta w pocałunku.

Mar?

Od Marlen do Doriana part 2

Odsunęłam się od niego po chwili. Nie wyglądał najlepiej. Położyłam dłoń na jego policzku.
- Dorian, przepraszam. To co w tedy mówiłam...
Chłopak złapał moją dłoń i powoli zabrał ją sobie z twarzy.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Na początku lekko zaskoczony trzymałem ręce wzdłuż ciała, dopiero po chwili również ją przytuliłem.
- Żyjesz... - zapłakała.
No tak... pewnie jeden z tych debili powiedział jej, że niby nie żyję.
- Jak widać. - uściskałem ją mocniej, brakowało mi tego.

Marlen?

Od Marlen do Doriana part 2

Stałam długo pod drzwiami i zastanawiałam się co zrobić. W końcu zapukałam nie pewnie. Miałam nadzieję, że to tylko zły sen, że Dorian żyje, zaraz otworzy mi drzwi.. Długo jednak nikt nie otwierał. Zapukałam więc jeszcze raz, mocniej. Cisza. Do oczu cisnęły mi się łzy. Złapałam za klamkę, mając nadzieje, że jest otwarte, nagle ktoś od wewnątrz otworzył drzwi. Przestraszyłam się, a kiedy zobaczyłam Doriana, zamarłam. Myślałam, że mam zwidy, jednak podeszłam bliżej i po chwili wpatrywania się w niego rzuciłam się i mocno go przytuliłam, chowając twarz w jego ramieniu.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 2

Dowiedziałem się, że jakiś debil poinformował kogoś że nie żyję, a kolejny debil powiedział o tym wszystkim z naszego oddziału. FAJNIE. Czasem się zastanawiam, z kim ja żyję... stałem przed lodówką, teraz mi się już nawet gotować nie chciało. Snułem się po domu jak cień, nie mając już żadnego celu. Poszedłem na górę, stanąłem w progu pokoju Marlen. Bez niej już nic nie będzie takie samo... ten dom stracił swoje kolory, moje życie straciło kolory. Wpatrywałem się w kilka jej ubrań porozrzucanych na łóżku, nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Zszedłem na dół, za nimi stała Marlen, wpatrywałem się w nią a po moim policzku spłynęła łza.

Marlen?

Od Marlen do Doriana part 2

Lekarze dali mi coś jeszcze na uspokojenie, postanowili, że powinnam wrócić do domu. Problem w tym, że ja nie miałam domu.
***
- To gdzie Cię podwieźć? -spytał Colin, gdy wsiedliśmy do jego auta.
Długo milczałam, wpatrując się w dal za przednią szybą.
- Do domu Doriana. -powiedziałam cicho, chłopak jednak zrozumiał.
- Marlen.. wiem, że łączyło was coś więcej niż tylko przyjaźń. Już w kinie było to widać. Jednak...nie sądzę, żeby to był dobru pomysł, aby tam teraz jechać. Zawiozę Cię do domu.
- Tam jest mój dom. -powiedziałam w końcu.
Colin westchnął.
- Mieszkam z nim odkąd... od kilku dni.
Chłopak zmrużył lekko oczy, odetchnął głęboko i odpalił w końcu silnik.
***
- Mam wejść tam z Tobą? -spytał, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe.
Spojrzałam przez szybę na dom.
- Nie trzeba. Dzięki. -otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta.
Ruszyłam dopiero, kiedy chłopak odjechał.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 2

W pewnym momencie straciłem przytomność, prawdopodobnie po Tym wypadku... Kiedy się obudziłem, stal nade mną Matt i Sean.
- Stary! Myśleliśmy że nie żyjesz...
- Omdlenie nie oznacza zgonu. - wywróciłem oczami.
- Leciała ci z buzi krew, nie oddychales... Nie ma już ich, możemy wracać. Zadzwonić po karetkę? 

- Nie dzięki...

Wstałem i poszedłem do swojego samochodu, pojechałem do domu będąc zupełnie bez życia, humoru.

Marlen?

Od Marlen do Doriana part 2

Wpatrywałam się w niego, jak się oddalał. Po woli obraz zamazał mi się od łez. Zaczęłam płakać, gdy przetarłam oczy, a jego już nie było. Nagle ktoś chwycił mnie za rękę, był to chłopak, który miał odwieść mnie do szpitala. Na początku się opierałam, jednak po chwili uległam.
***
W szpitalu nie czekałam długo, aż ktoś się mną zajmie. Lekarze opatrzyli moje rany, podobno nie wymagały zaszycia, musiałam jednak czekać, aż się zagoją. Dali mi jedynie leki uspokajające, przeciwbólowe i założyli opatrunki. Wypisali mi też leki jakie powinnam brać. Miałam mieć jeszcze zrobione prześwietlenie, na które musiałam jednak poczekać. Cały czas był ze mną Colin (ten policjant) kiedy dostał telefon z policji, odszedł na chwilę. A kiedy wrócił miał dziwną minę..
- Dorian.. to Twój chłopak? -spytał po dłuższej chwili.
- Nie, ale przyjaźnimy się. -chłopak westchnął cicho- A co?
- On-on nie żyje.
Przez chwilę siedziałam i wpatrywałam się w niego. Jego słowa do mnie jeszcze nie dotarły. Dorian.. przyjaciel. Dorian.. kocham go. Dorian.. czuję się przy nim bezpiecznie. Dorian.. jest jedyną najbliższą mi osobą. Dorian..... nie żyje. Dotarło to do mnie, po bardzo długim czasie, z chwilą płakałam coraz bardziej. W końcu zaczęłam krzyczeć. Wtedy Colin, objął mnie i przytulając gładził po włosach. Próbował mnie uspokoić, ale ja bardziej się denerwowałam, tak samo pocieszał mnie Dorian. Nie, nikt nie pocieszał mnie tak samo jak on. Dorian jest jedyny.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 2

Co się okazało? Że odciski na liście który dostała Marlen i te na nożu były takie same, dzięki czemu mieliśmy zgodzę na powybijanie ich wszystkich.
***
Strzeliłem pierwszemu w głowę, nadal nie nawidze zabijać, nawet takich którym się należy, po kilku latach pracy wylazuje już przy tym jednak mniej uczuć niż na początku.
- Zachciało wam się bawić w Hitlera skurwysyny?! - spytałem groźnie strzelając do kolejnego, nie trafiłem, trafił jednak Matt.
***
Udało nam się znaleźć Marlen, miała na oczach bandaż, bałem się, że gdy go odsłonie, zobaczę coś okropnego... na szczęście nie zdążyli tego zrobić. Miała jednak kilka ran ciętych.
- Zabierz ją i zawieź do szpitala, straciła trochę krwi.
- A co z tobą? - rozległ się kolejny strzał.
- O mnie się nie martw, dam sobie radę. - wywróciłem oczami.
Ruszyłem w stronę drzwi, gdzie odbywała się strzelanina. W pewnym momencie podbiegła do mnie dziewczyna i przytuliła do mojego ramienia przez płacz prosząc, abym został z nią.
- Chciałaś abym dał ci spokój... miałaś mnie dość. - wlepiłem wzrok w ziemię.
- Dorian, to nie tak. - obraz zaczął mi wirować, wszystko migotało.
- Marlen, proszę. Nie utrudniaj mi pracy... - powiedziałem z trudem przeładowując broń i idąc w kierunku strzelaniny.

Marlen? :3

Od Marlen do Doriana part 1

- Ja Ciebie też. -również się do niego przytuliłam.
Siedzieliśmy tak dłużą chwilę, później przyjechała karetka i jeszcze ze dwa radiowozy policyjne.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 1

Odwzajemniłem pocałunek, sprawiając go nieco bardziej namiętnym.
- To ja przepraszam... mogłem się tak bardzo nie angażować. - powoli usiadłem.
- Nie... uwielbiam to, jaki jesteś czuły, jak się o mnie martwisz, jak przytulasz... Nie chcę żebyś się zmienił.
- Ale... wczoraj mówiłaś coś innego. - z trudem powstrzymywałem uśmiech.
- Po prostu... chciałam cię chronić... - spuściła wzrok.
- chronić? Poradziłbym sobie... - stwierdziłem. Dziewczyna nadal miała wlepiony wzrok w ziemię. - Nie smuć się już, kocham cię. - Przytuliłem ją. - Teraz wszystko będzie dobrze...

Marlen? Odpisz to zacznę part 2 ^^

wtorek, 20 września 2016

Od Marlen do Doriana part 1

Otworzyłam szeroko oczy, kiedy on się odezwał.
- Dorian.. -nachyliłam się nad nim i po chwili złączyłam nasze usta w pocałunku- Przepraszam.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 1

Mimo iż wszystko słyszałem, nie mogłem nic zrobić, ruszyć się ani powiedzieć. Czułem na sobie dotyk, mierzwiący mi włosy. Dopiero po pewnym czasie, mogelm otworzyć oczy, nade mną była zaplakana Marlen.
- Krwawisz... - powiedziałem jeszcze nie do końca "obudzony" przejeżdżając powoli palcem po jej obokczyku. - Ja też... - mruknąłem wycierajac usta rekawem.

Mar?

Od Marlen do Doriana part 1

Dorian upadł na ziemię, a po chwili zaczęła mu lecieć krew z buzi. Przestraszyłam się. Uklęknęłam przy nim i błagałam, aby żył, wrócił do mnie. Po woli łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- To nie ma sensu, już po nim. -stwierdził chłopak, który miał mnie zwieść do szpitala- chodź, musimy jechać.
- A co z nim? -spytałam nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Nie żyje, nie ma sensu, go ratować.
- Nie zostawię go tu. -powiedziałam stanowczo, co jednak mi się nie udało, bo płakałam, uświadamiając sobie, że Dorian na prawdę nie żyje.
- Jak chcesz. -powiedział to i po prostu odszedł.
Zostawił mnie tam samą. Jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
- Dorian, proszę.. nie zostawiaj mnie. Proszę.

Dorian?

Od Doriana do Marlen part 1

Co się okazało? Że odciski na liście który dostała Marlen i te na nożu były takie same, dzięki czemu mieliśmy zgodzę na powybijanie ich wszystkich.
***
Strzeliłem pierwszemu w głowę, nadal nie nawidze zabijać, nawet takich którym się należy, po kilku latach pracy wylazuje już przy tym jednak mniej uczuć niż na początku.
- Zachciało wam się bawić w Hitlera skurwysyny?! - spytałem groźnie strzelając do kolejnego, nie trafiłem, trafił jednak Matt.
***
Udało nam się znaleźć Marlen, miała na oczach bandaż, bałem się, że gdy go odsłonie, zobaczę coś okropnego... na szczęście nie zdążyli tego zrobić. Miała jednak kilka ran ciętych.
- Zabierz ją i zawieź do szpitala, straciła trochę krwi.
- A co z tobą? - rozległ się kolejny strzał.
- O mnie się nie martw, dam sobie radę. - wywróciłem oczami.
Ruszyłem w stronę drzwi, gdzie odbywała się strzelanina. W pewnym momencie podbiegła do mnie dziewczyna i przytuliła do mojego ramienia przez płacz prosząc, abym został z nią.
- Chciałaś abym dał ci spokój... miałaś mnie dość. - wlepiłem wzrok w ziemię.
- Dorian, to nie tak. - obraz zaczął mi wirować, wszystko migotało. - Dorian, co się dzieje?
W jednej chwili zamknąłem oczy i odpłynąłem osuwając się na ziemię.

Marlen? :3

Od Marlen do Doriana

Ich "zabawy" trwały kilka godzin, byłam wycieńczona. A jeszcze został ich szef. Chciałam już umrzeć, wręcz marzyłam o śmierci. Jeżeli jednak to przeżyję, sama będę musiała się zabić. Nie wytrzymam bez Doriana, nie potrafiłabym normalnie funkcjonować bez niego... Już nigdy nic nie będzie takie samo.
***
Ich guru jednak nie był dla mnie tak "łaskawy" jak pozostała dwójka. Urozmaicił sobie zabawę, używając do tego noża. Wpierw rozciął mi skórę pod obojczykiem, później kilka głębszych cięć przy żebrach. Robił to jakby nie był to jego pierwszy raz (z nożem). Później rzucił mną na podłogę. Krzyczałam z bólu, a on śmiał się. *** Po wszystkim leżałam już wycieńczona. Nie ubyło mi jednak dużo krwi, gdyż nacięcia były "idealne", jakby namalowane ciemnoczerwoną farbką..
Nagle rozległ się huk.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Tyle że ja prawie nic o nim nie wiem, nie wiem gdzie mógłby ją zabrać. Już wiem, przecież miała przy sobie telefon! Szybko wyszedłem z domu i pojechałem na komendę (w domu nie mam takiego sprzętu) tam zamierzyłem teflon Marlen, wiedziałem gdzie prawdopodobnie jest. Najchętniej pojechalbym tam od razu, Ale nie wiem czy nie ma wspólników... zbiore ludzi i pojedziemy wieczorem, nie później!

?

Od Marlen do Doriana

Obudziłam się w ciemnym miejscu. Było tu strasznie zimno i śmierdziało wilgocią. Usiadłam powoli, rozejrzałam się dookoła.
- Spójrzcie tylko, księżniczka wstała. -usłyszałam znajomy głos.
Nagle ktoś zapalił światło, które mnie lekko oślepiło. Zobaczyłam trzech mężczyzn, w tym mojego byłego szefa.
- Mówiłem, że Cię dopadnę. Przede mną nie uciekniesz skarbie. -uśmiechnął się obrzydliwie i podszedł do mnie- Teraz dostanę to czego chcę. -złapał mnie za szczękę i przyciągnął do siebie. Bolało.
- Co z Dorianem? -spytałam, wykręcając się z bólu.
- Czyli jednak...coś Cię łączy z tym kundlem. Nie musisz się nim martwić, chłopcy się nim zajęli, raz na zawsze.
- Dorian... Dorian nie żyje? -nie mogłam w to uwierzyć.
- Oj, teraz księżniczka będzie płakać. Przestań, kogo obchodzi jego życie, o jednego kundla mniej.
Zaczęłam płakać. To moja wina, przeze mnie on nie żyje. Ryczałam długo, a oni śmiali się tylko ze mnie i co chwila wyzywali.
- Zabijecie mnie? -spytałam z nadzieją w głosie.
- Najpierw się nieco zabawimy. -zaśmiał się jeden z nich.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Zacząłem powoli otwierać oczy, słońce mnie oślepiło, więc ponownie je zamknąłem. Ponowiłem próbę chwilę później, nade mną stał jakiś facet.
- Dobrze się pan czuje? Co się stało? - spytał.
- Ujdzie... samochód... chyba. - powoli usiadłem i położyłem dłoń na bolącej głowie.
- Wpadł pan pod samochód? Zadzwonić na policję, pogotowie?
- Ja jestem policjantem, nie trzeba. Dziękuję. Miłego dnia. - odparłem chłodno, wstając.
Lekko kuśtykając udałem się do domu, wyciągnąłem z zamrażalki mrożone warzywa, usiadłem na kanapie i przyłożyłem mrożonkę do głowy, poczułem delikatną ulgę. Chwilę później wszystko wróciło, i poczułem ukłucie w głowie. Oni ją porwali... ja... ja... muszę ją znaleźć!

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Starałam się przestać, i przestałam dopiero po dłuższej chwili. Zaczęłam obmyślać plan, co zrobić, aby, to Dorian był bezpieczny. W końcu coś wymyśliłam. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Przełknęłam ślinę, będzie mi trudno zrealizować mój plan. Mam nadzieję, że się powiedzie. Albo...chyba lepiej, żeby tak nie do końca...
- Dorian ja.. przepraszam. -powiedziałam w końcu i wstałam z jego kolan.
- Za co? -spytał.
- Wybacz...nie mogę tak. -po policzku spłynęła mi łza.
Pobiegłam po schodach do góry, zamknęłam drzwi do pokoju, w którym nocowałam. Wzięłam torbę i zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy. Rzucałam je na oślep, nie zawsze trafiałam, ale stwierdziłam, że tak będzie wiarygodniej to wyglądało. Nagle usłyszałam pociągnięcie za klamkę, później pukanie.
- Marlen, o co chodzi? Proszę otwórz. -słyszałam w jego głosie, że się martwi.
Chciałam przerwać pakowanie się, otworzyć mu drzwi i znów go przytulić, ale nie mogę. Musiałam zrobić wszystko,a by Dorian był bezpieczny. Dalej się pakowałam.
- Marlen.
Zaczęłam płakać, tym razem dlatego, że ja na prawdę nie chciałam od niego odejść. Kiedy zamknęłam torbę, założyłam ją na ramię (jak dobrze, że miałam na sobie trampki) otworzyłam drzwi. Zaczęłam zbiegać po schodach, Dorian za mną.
- Marlen, stój! Co się stało?! Stój!
Bez słowa, wybiegłam przed dom, nagle usłyszałam nadjeżdżający samochód. Spojrzałam w jego stronę. Był co raz bliżej, a ja nie mogłam się ruszyć. Spanikowałam.
- Marlen! -usłyszałam.
Nagle chłopak popchnął mnie, upadłam na ziemię. Usłyszałam pisk opon, odwróciłam się za siebie i zobaczyłam Doriana, leżącego ze trzy metry ode mnie. Miał zamknięte oczy. Serce na chwilę przestało mi bić. Po chwili podbiegłam do niego.
- Dorian. -potrząsnęłam delikatnie jego ręką- Dorian. Dorian! -zaczęłam ryczeć- Dorian!! Prze-przepraszam. Proszę, Dor-Doriann.
W jednej chwili ktoś złapał mnie za włosy i mocno pociągnął do tyłu, krzyknęłam, ale mój krzyk stłumił ktoś, przykładając mi jakiś materiał do twarzy. Po chwili straciłam przytomność.

Dorian? o.o

Od Doriana do Marlen

Ciekaw byłem, o czym teraz myśli. Ja miałem w głowie dwie rzeczy; zemsta i Marlen.
- Nie płacz. - szepnąłem.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Tłumiłam płacz chowając twarz w jego koszulkę. Pomyślałam, że skoro mój szef (były szef) wie gdzie jestem, muszę uciekać. Znowu. Nie chcę, żeby zrobił coś jeszcze Dorianowi. A może... oddam się mu, niech zrobi ze mną co zechce, tylko niech nie skrzywdzi Doriana. Przytuliłam mocniej chłopaka, po przeczytaniu tego listu, bałam się nie tylko o siebie...

Dorian? Wiadomo za co (kkk)

Od Doriana do Marlen

Przypinałem właśnie na tablicę korkową zdjęcia podejrzanych i informacje w sprawie. Ostatnio szukamy takiego, któremu zachciało się bawić w Hitlera. (Gwałt analny nożem, odcinanie języków, wydłubywanie oczu itp.) skąd się tacy ludzie biorą... nagle zadzwonił mój telefon, dzwoniła Marlen.
- Dorian... - powiedziała przez płacz, zmarszczyłem lekko brwi.
- Co się stało? - spytałem szybko.
- L-list... on.... - mówiła łkając, mało rozumiałem.
- Dobrze, spokojnie. Za kilka minut będę, nie wychodź z domu. - poprosiłem.
***
W domu byłem już po około ośmiu minutach, kiedy tylko wszedłem, Marlen rzuciła mi się w ramiona dalej płacząc. Przytuliłem ją mocno. Po chwili usiedliśmy na kanapie, wziąłem dziewczynę na kolana dzięki czemu nie musiała przestać się przytulać. Jedną ręką ją obejmowałem, a drugą czytałem list. Zupełnie mnie zmroziło.
- Boję się...
- Nie bój się... nie dam mu nic ci zrobić, a jak tylko go znajdę, powieszę gnoja. - powiedziałem z złością w głosie przytulając ją mocniej.

Marlen? Powiesimy gnoja? :3

Od Marlen do Doriana

- Dobra. -odwzajemniłam gest- Ale z daleka od łazienek. -mruknęłam bardziej do siebie.
Po zjedzonym śniadaniu Dorian zaczął zbierać się do pracy, a ja wzięłam się za zmywanie naczyń.
- Do zobaczenia. -usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu.
Odwróciłam się, chłopak stał bardzo blisko mnie i uśmiechał się szeroko. Westchnęłam (zadowolona), objęłam go i przytuliłam. Po chwili on zrobił to samo.
- Do zobaczenia. -powiedziałam szeptem.
***
Kiedy skończyłam sprzątać kuchnię i jadalnię, wzięłam się za salon i resztę domu. Było tego sporo -skończę akurat jak wróci- pomyślałam. Zaczęłam od odkurzania, później starłam kurze, zmyłam podłogi, umyłam też okna. Nagle usłyszałam mocne pukanie do drzwi. Zbiegłam po schodach i spojrzałam przez wizjer. Nikogo nie było, jednak otworzyłam drzwi i rozejrzałam się. Na wycieraczce leżała tylko biała koperta. Podniosłam ją i wróciłam do środka, zamykając za sobą drzwi. Na kopercie było moje imię, otworzyłam ją więc. Czytając "list" do oczu zaczęlły napływać mi łzy. Rzuciłam kartkę na podłogę i wyciągnęłam numer do Doriana.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Staliśmy tak długo, naprawdę bardzo długo.
***
Rano obudziłem się chwilę po Marlen, poszedłem pod prysznic, założyłem czyste ubranie i zrobiłem dla nas śniadanie oraz kawę.
- Wrócę o 13, wieczorem możemy iść gdzieś na kolację, do wesołego miasteczka czy gdzieś. Co ty na to? - uśmiechnąłem się.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Po prostu przy nim stałam. Nie odważyłam się na jakikolwiek gest. Może jednak nie chciał zerwać ze mną "przyjaźni" ze względu na moją przeszłość. Bałam się, że pewnie nie będzie mnie chciał już w swoim domu, on jednak najzwyczajniej mnie przytulił. Ucieszyło mnie to, poczułam się pewniej. W końcu oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Spojrzałem na znikającą za drzwiami dziewczynę, przeanalizowałem to, co powiedziała... jeju, to straszne.... jak ona mogła żyć z takim skurw*synem? No właśnie.... nie mogła. Wstałem i poszedłem za nią, złapałem ją za rękę nim weszła po schodach.
- Przykro mi... czemu nie byłaś z tym na policji? - spytałem błądząc wzrokiem po jej twarzy.
- Bałam się... nikt by mi nie uwierzył. - spuściła na chwilę wzrok.
- Ja ci wierzę. - powiedziałem powodując, że spojrzała na mnie.
Po chwili wpatrywania się sobie w oczy, przytuliłem ją. Byłem jednak gotów na to, że zaraz mnie odepchnie albo ucieknie na górę.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

- Ja... -zastanowiłlam się chwilę, nie byłam pewna czy mogę mu powiedzieć- Uciekłam od ojca kilka miesięcy temu. On znenncał się nademną, wielokrotnie mnie..gwałcił, a kiedy nie chciałam, zamykał mnie w piwnicy. Oddawał mnie też co jakiś czas na kilka dni, do swoich znajomych... Pewnie pomyślisz, że jestem.. nie ważne.
Odkryłam koc i wstałam, kierując się do środka. Było mi wstyd, nie chciało mi się płakać. To dziwne, ale przyzwyczaiłam się, zawsze za płacz (keżeli chodzi o te sytuacje) byłam bita.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Zastanowiłem się chwilę po czym pokiwałem twierdząco głową. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zniknęła w domu. Wróciła po kilku minutach podając mi kubek i siadając obok mnie, pomogłem jej się okryć po czym wziąłem łyk ciepłego napoju.
- Długo tu mieszkasz? - spytała.
- Urodziłem się tu. Wyjechałem z ciocią na kilka miesięcy do Polski, nie zbyt mi się tam jednak podobało, nie potrafiłem odnaleźć się w nowej szkole. Zacząłem stawać się coraz bardziej nieznośny, aż w końcu mnie odesłali z powrotem, mieszkałem z babcią. - wyjaśniłem. - A ty skąd jesteś?

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Przytuliłam się do niego, chciaż byłam już spokojniejsza niż jakieś pół godziny temu. Zastanawiałam się o czym teraz myśli... mi przez całą kąpiek w głowie krążyło tylko to, że pocałowałam go w policzek. Teraz znów go przytulam.. a co jeśli on kogoś ma? Zastanawiałam się nad tym długo. Po pewnym czasie zrobiło mi się strasznie zimno. Powoli wstałam, Dorian spojrzał na mnie.
- Idę po koc, i nastawić wodę na herbatę. Też chcesz?

Dorian? ;3 

poniedziałek, 19 września 2016

Od Doriana do Marlen

Spojrzałem na nią i delikatnie uniosłem kąciki ust.
- Lepiej. - uśmiechnęła się. - Zaraz wrócę. - pocałowała mnie w policzek i poszła do łazienki.
Ja nie do końca wiedziałem co ze sobą zrobić. Ostatecznie poszedłem na taras, usiadłem na podwójnym leżaku (nwm czy takie są xd) i zacząłem wpatrywać się w gwiazdy i wsłuchiwać w koncert Świerczy. W pewnym momencie, koło mnie usiadła Marlen. Oparła głowę o moje ramię a ja swoją głowę o jej.

Mar?

Od Marlen do Doriana

- Jak najszybciej.
Wstaliśmy z sofy, Dorian podszedł jeszcze do jakiegoś mężczyzny, powiedział mu coś i wrócił do mnie.
- Możemy jechać. -obdarzył mnie uśmiechem.
Odwzajemniłam gest.
***
- Pójdę wziąć kąpiel. -powiedziałam, gdy weszliśmy do środka.
- Dobrze, to ja zrobię kolację.
Spojrzałam na niego. Widziałam, że chyba podoba mu się gotowanie. Ja nie miałam ochoty na jedzenie.
- Nie musisz robić porcji dla mnie. Nie mam apetytu. -powiedziałam.
Zrobiło mi się smutno, kiedy uśmiech zniknął z jego twarzy. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Uśmiechnij się, proszę.

Dorian?
kkk

Od Doriana do Marlen

- Daj jej spokój, jest roztrzęsiona, zrobimy to kiedy indziej. - powiedziałem przenosząc wzrok na niego.
- Ale... - zaczął, jednak mu przerwałem.
- Bez gadania, spadaj.
Chłopak mruknął coś pod nosem i odszedł, w sumie nigdy go nie lubiłem. Dobrze że jest tylko kilka dni na zastępstwie.
- Jedziemy do domu? - spytałem z troską.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Po kilkunastu minutach na miejscu pojawili się koledzy Doriana. Zaczęli robić zdjęcia w łazience, przesłuchiwać pracowników, próbowali też obejrzeć nagrania z kamer, ale był jakiś błąd, co im utrudniało pracę. Co chwila ktoś do nas podchodził i pytał o coś Doriana, ten odpowiadał na pytania, doradzał. Ja wciąż go przytulałam i nie odsuwałam się od niego nawet na moment.
- Musimy ją przesłuchać. -powiedział ktoś kto właśnie do nas podszedł.
Minimalnie odsunęłam się od chłopaka, aby zobaczyć kto to. Młody facet w mundurze, z notesem i długopisem w rękach. Usiadł na stoliku, na przeciwko nas i wlepił we mnie wzrok. Nie miałam teraz ochoty nic mówić, chciałam już jak najszybciej stąd wyjść. Nic nie mówiąc, znowu schowałam twarz w koszulkę Doriana. Usłyszałam głośne westchnięcie chłopaka (z notesem).
- Co robiłaś około godziny 21? -padło pierwsze pytanie.
Nie miałam ochoty nic mówić, przemilczałam więc. Zastanowiłam się dłużej nad tym pytaniem.. Po chwili odsunęłam się od chłopaka i zmroziłam wzrokiem pytającego.
- Jestem oskarżona?! -podniosłam głos. Zdenerwowałam się.- Podejrzewasz, że sama zabiłam tą dziewczynę, napisałam sama do siebie groźbę jej krwią?!
Poczułam jak do oczu znowu napływają mi łzy. Może, teraz to ja go podejrzewam.. To przez ten strach.. czy teraz wydaję mi się, że wszyscy są przeciwko mnie? Chłopak patrzał na mnie z kamiennym wyrazem twarzy. Nie mogłam go rozgryźć.
- Przepraszam.. że się uniosłam. Myśla..
- Powtórzę pytanie -przerwał mi ostrym tonem- Co robiłaś około godziny 21?!

Dorian?

Od Doriana do Marlen

- Nie bój się. - powiedziałem szeptem po chwili. - Nie dam temu psycholowi się do ciebie zbliżyć. - zapewniłem przytulając ją jeszcze mocniej.
Po chwili wyszliśmy z łazienki, ponieważ zaczęło zalatywać trupem. Ogólnie było już pusto, zadzwoniłem po chłopaków, my natomiast usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy na ich przyjazd. Cały czas jednak trzymałem w objęciach Marlen, chcąc ją trochę uspokoić.

Mar?

Od Marlen do Doriana

Tuliłam się do niego tak mocno, chciałam stać się niewidzialna...po przeczytaniu krwawego napisu, bałam się jeszcze bardziej. On zabił jakąś dziewczynę, chciał mi zrobić to samo. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie mam swojego mieszkania, nie mam rodziny, ojciec sam by chciał mi zrobić coś podobnego.
- Boję się. -powiedziałam, tłumiąc płacz.
Dorian gładził dłonią mnie po głowie, jednak to ani trochę mnie nie uspakajało.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Marlen poszła do łazienki, ja czekałem na korytarzu. Nagle usłyszałem krzyk, jej krzyk. Szybkim korkiem wszedłem tam (Wejście smoka, jednym kopnięciem rozwalił drzwi na drobne kawałki xd) na ścianie był napis krwią, na podłodze leżała zmasakrowana dziewczyna. Marlen płakała, zrobiłem krok w jej stronę i położyłem dłoń na jej plecach, a ona schowała twarz w moją koszulkę przytulając się do mnie mocno, odwzajemniłem gest, również spuszczając wzrok.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Zarumieniłam się delikatnie czując jego dłoń na policzku.
- Jasne. -uśmiechnęłam się.
Dzięki niemu poczułam się pewniej, bezpieczniej.
***
Wieczorem poszliśmy do kina, o dziwo było bardzo mało ludzi.... Obejrzeliśmy całkiem ciekawy film. A, że kupiliśmy sobie dwa duże napoje, musiałam skorzystać z łazienki, po zakończonym seansie. Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam martwą dziewczynę. Cała była we krwi, na zewnątrz było widać część jej wnętrzności. Zaczęłam krzyczeć. Łzy spływały mi po, już gorących, policzkach. Zakryłam szybko twarz dłonią i zaczęłam płakać. Nagle do łazienki wszedł ktoś.

Dorian?

niedziela, 18 września 2016

Od Doriana do Marlen

- Obserwował? - rozglądnąłem się dookoła.
Marlen stanęła blisko mnie, staliśmy chwilę w ciszy.
- Nikogo nie wiedzę, nie słyszę. - spojrzałem na nią, była blada.
- Może... przywidzialo mi się. - powiedziała cicho.
- Denerwujesz się, pewnie dalego. Nie bój się, ze mną nic ci nie grozi. - pogladziłem ją po policzku. - Co powiesz na kino dziś wieczorem?

?

Od Marlen do Doriana

- Wolę pojechać z Tobą. -spojrzałam na niego nie pewnie.
- Dobra, chodź. -obdarzył mnie uśmiechem.
***
W poniedziałek z samego rana udaliśmy się na komisariat. Kolega Doriana, prosił abym opisała jak wyglądał món szef. Opisałam najdokładniej jak potrafiłam, później czekało mnie jeszcze ogólne przesłuchanie.
***
Cały czas czułam się jakby nas ktoś obserwował. Powiedziałam o tym Doroanowi.

Dorian?

sobota, 17 września 2016

Od Doriana do Marlen

Kiedy zjedliśmy, pozmywałem z pomocą Marlen. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Dorian... musisz jechać na patrol, wylotowkę z miasta.
- Niech drogówka pojedzie... - Westchnąłem.
- Wszyscy w trasie a tam potrzeba ludzi.
Ostatecznie zgodziłem się.
- Pojedziesz ze mną na patrol? Podjedziemy po radiowóz i na wylotówkę. - zaproponowalem. - Chyba że wolisz zostać.

?

Od Marlen do Doriana

- Pewnie. -wzięłam trzy do ręki i zaczęłam jeść.
Chłopak uśmiechnął się i wziął sobie kilka.

Dorian?
Ech, nie wiem co by jeszcze mogło się wydarzyć. ;c

Od Doriana do Marlen

- Cieszę się, że ci smakuje. - odwzajemniłem uśmiech.
- Jesteś kucharzem, czy coś? - zapytała biorąc łyk coli.
- Nie. - zaśmiałem się lekko. - Po prostu lubię gotować i eksperymentować. - wstałem i udałem się na chwilę do kuchni. - Pomidorka? - uśmiechnąłem się, kładąc półmisek z pomidorkami koktajlowymi na stół.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Pokiwałam głową. Chłopak powiedział co mam robić, zabraliśmy się do roboty.
***
Kiedy jedzenie było gotowe, pomogłam mu nakryć do stołu. Po chwili usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- Pyszne. -powiedziałam, uśmiechając się.
W końcu jakiś miły gest.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Kiedy Marlen poszła do łazienki, ja zacząłem przygotowywać nam obiad wcześniej nasypując Alexowi karmę do miski.

- Co robisz? - usłyszałem nagle.
- Obiad, rolada jagnięca z sałatą i bulionem. Chcesz mi pomóc? - uśmiechnąłem się lekko.


Marlen?

Od Marlen do Doriana

Kurtka była na mnie trochę za duża, ale chyba nie wyglądałam w niej jak w worku, więc było ok.
- Jasne. -pokiwałam głową i podeszłam do niego.
Wyszliśmy na zewnątrz, zawiał chłodny wiatr, aż przeszły mnie dreszcze. Chłopak pokierował nas do swojego samochodu. Usiadłam z przodu na miejscu pasażera.
***
Pojechaliśmy do hotelu. Z pomocą Doriana, odzyskałam swoje rzeczy. Następnie pojechaliśmy do jego domu.
***
Chłopak powiedział co gdzie jest, dał mi ręcznik z szafy i zaprowadził do łazienki. Wpierw przygotowałam sobie świeże ubrania, później odkręciłam letnią wodę, i zaczęłam powoli obmywać rany. Bardzo bolało, ale jakoś wyrwałam. Później napuściłam już cieplejszej wody...Po jakichś 30 minutach wyszłam z łazienki.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

- Jasne. - pokiwałem twierdząco głową. - Masz jakieś swoje rzeczy? - spytałem.
- Zostały w hotelu... - westchnęła.
- Okej, pojedziemy więc tam. - wyłączyłem komputer i zabrałem kluczyki.
- Nie wpuszczą mnie tam...
- Ze mną cię wpuszczą. - mrugnąłem. Właśnie... przecież nie wejdzie tam w kocu, prawda? Spodnie ma całe, tylko bluzka rozdarta... - Mam lepszy pomysł. - dałem jej swoją kurtkę, na dworze nadal było zimno, więc będzie ok. - Załóż ją sobie a ja zaraz wrócę.
Dziewczyna skinęła zgodnie głową, poszedłem poinformować że wychodzę. Wróciłem po kilku chwilach.
- Gotowa? - oparłem się o futrynę.
Dziewczyna miała już na sobie moją kurtkę.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

- Nie chcę Ci robić kłopotów.
- To żaden kłopot. -uśmiechnął się szerzej.
- Dobrze. -pokiwałam głową i odkryłam koc.
Miałam na sobie zdarte ubrania, częściowo odkrywające mnie za bardzo. Zauważyłam na swoim ciele kilka sporych siniaków i rozcięć, z których widoczna była, zaschnięta już krew. Zasłoniłam się szybko kocem  spojrzałam na Doriana.
- Mogę zabrać ten koc? -spytałam speszona.

Dorian? kkk

Od Doriana do Marlen

Spojrzałem na nią lekko zaskoczony.
- Nie masz żadnych przyjaciół, rodziny, nikogo? - dziewczyna pokręciła przecząco głową. Zastanowiłem się chwilę. Na pewno jej nie zostawię samą z tym wszystkim, dorwę tego gnoja i dopilnuję, aby dostał jak najwięcej. - No dobrze, a więc zrobimy tak. Zabiorę cię do mnie, tam przynajmniej będziesz bezpieczna, później zobaczymy co będzie dalej. Dobrze? - uśmiechnąłem się delikatnie.

Marlen? Co ty na to? ;3

Od Marlen do Doriana

Słuchałam uważnie tego co mówił policjant. Miło z jego strony, że chciał mnie odwieść, ale...
- Ja nie mam gdzie się podziać. Do tej pory mieszkałam w hotelu...a, że szef nie dał mi wypłaty, nie miałam jak zapłacić za ostatni nocleg, więc wyrzucili mnie. -przyznałam.
Było mi strasznie głupio. W życiu już tyle przeżyłam trudnych chwil, wiele razy zostałam upokorzona, na oczach wielu mężczyzn, ale przed tym mężczyzną, jest mi najbardziej niezręcznie.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

- Dobrze, rozumiem. - wziąłem łyk soku i usiadłem za biurkiem.
Zapisałem wszystko, co mi powiedziała.
- Czy... ja pójdę do więzienia? - zapytała niepewnie.
- To on jest niedoszłym właścicielem, to on zalegał z wypłatą poza tym, co innego gdybyś zostawiła go bez pomocy, poza tym, działałaś we własnej obronie, nie musisz się o nic martwić. - posłałem jej uśmiech.
- Dobrze, więc co będzie dalej?
- Będziesz musiała przyjść na przesłuchanie, na pewno będą go szukać a później zobaczymy, zgaduję że dostanie do 10 lat, może trochę mniej - wszystko zależy od sądu. - podszedłem do kalendarza. - Przesłuchanie może się odbyć najszybciej w poniedziałek, mamy piątek więc za 2 dni. - wróciłem na swojej miejsce. - Najlepiej gdybyś nie przebywała poza domem zbyt długo, dopóki go nie złapiemy, nie wiadomo jeszcze, co z nim i do czego może być dolny. A teraz, zalecam wrócić do domu, wziąć gorącą kąpiel na zrelaksowanie się. Odwiozę cię. - zaproponowałem.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

- Jestem Marlen. -powiedziałam poprawiając ręką włosy.
- Tak będzie wygodniej -stwierdził- ja jestem Dorian. -uśmiechnął się delikatnie.
Ja jednak nie odwzajemniłam gestu, myślami wciąż wracałam do dzisiejszej nocy, nie było mnie na razie stać na miłe gesty. Sięgnęłam po szklankę z sokiem i wzięłam duży łyk.
- Możesz mi teraz powiedzieć, co Ci się stało?
Zastanowiłam się chwilę. Muszę mu powiedzieć, ale...co jeżeli...szefa uderzyłam za mocno i zmarł? Będę oskarżona o zabójstwo. Westchnęłam głośno, przecież ja się tylko broniłam. A po za tym zasłużył by sobie.
- No więc? -mężczyzna nalegał.
- Pracuję jako kelnerka w nocnym klubie. Mój szef zalegał z wypłatą. Zaproponował, że pojedziemy do jego domu, bo tam przechowuje większą gotówkę, zgodziłam się. On jednak nie dał mi pieniędzy, póki ja...nie zrobię tego co on będzie chciał. Później... -łza spłynęła mi po policzku, szybko ją przetarłam- Zaczęliśmy się szarpać, nie zamierzałam tego zrobić. Chwyciłam za jakąś figurkę i uderzyłam go w głowę. Stracił przytomność, zawiadomiłam karetkę i uciekłam. Wiem, że nie powinnam uciekać, ale bałam się.

Dorian?

Od Doriana do Marlen

Dziewczyna zasnęła, nie chciałem jej budzić, na pewno była bardzo zmęczona, jak się domyślam dużo przeżyła. Przemylem jej krew tak, aby się nie obudziła. Usiadłem na swoim krześle za biurkiem, oparłem głowę o papiery i zasnąłem.
***
Gdy się obudziłem, dochodziła 10. Kobieta o imieniu nadal mi nieznanym nadal spała. Wstałem i przeciągnąłem sie. Po cichu wyszedłem z biura i poszedłem do naszego bufetu. Na dwa talerzyki położyłem po dwa rogale maślane, do szklanek nalałem sok pomarańczowy. Wróciłem do biura, kobieta już nie spała. Siedziała nadal owinięta kocem, wyglądała lepiej niż wczoraj. Podałem jej jeden talerz i szklankę.
- Jak się pani dziś czuje? - spytałem.

Marlen?

Od Marlen do Doriana

Rozmowa z szefem nie przebiegła tak jak się spodziewałam. Zaproponował, że pokedziemy do jego domu, tam trzyma pieniądze, więc da mi wypłatę na miejscu. Zgodziłam się. Po jakimś czasie byliśmy już u niego w domu. Była to ogromna willa na peryferiach miasta. Wszędzie były jakieś drogocenne przedmioty, na ścianach wisiały obrazy (jak podejrzewam kradzione). Mężczyzna zaprosił mnie do salonu, weszłam do pomiwszczenia. Chciał, abym usiadła, ale wolałam postać, nie zamierzałam zostać tu dłużej. Szef wyszedł gdzieś, a po chwili wrócił z bardzo grubą gotówką. Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę w stronę koperty. On cafnął dłoń i zaśmiał się krótko.
- Wypłata +mała premia. Jeżeli zrobisz to co będę chciał  dostaniesz wszystko. Jeżeli nie...nonsens, Ty nie masz innego wyjścia. -uśmiechnął się złośliwie.
- Co mam zrobić? -spytałam przestępując z nogi na nogę, myślałam, że wyprawia jakieś "przyjęcie" i mam pewnie być "dziewczyną na pokaz, ładnie się uśmiechać i zabawiać gości".
- Chodźmy na górę.. podszedł do mnie bliżej i złapał w tali. Rzucił kopertę na sofę i zaczał mnie całować.
Czyli miał wobec mnie inne plany. Zaczęłam mu się wyrywać, na darmo.
***szarpanina***
W końcu, udało mi się złapać jakąś porcelanową figurkę. Zamachnęłam się i uderzyłam mężczyznę z całej siły w głowę. Straciłl prztomność, po tym wszystkim co mi zrobił, miałam ochotę go tu zostawić. Sumienie jednak mi nie pozwalało, zadzwoniłam po karetkę. Kiedy skończyłam wzięłam kopertę i uciekłam z jego domu. Na dworzu było strasznie zimno, a ja wszystko miałam poroździerane, moja bluza została w jego samochodzie...
***
W końcu dotarłam na najbliższy posterunek. Na szczęście ktoś tam był. Nie miałam już siły, "doczołgałam się" do wejścia.
***
Leżałam tam, przykryta kocem. Wciąż było mi zimno. Policjant ogrzewał mnie dodatkowo, byłam mu wdzięczna. Ale byłam zbyt zmęczona, by mu jeszcze coś powoedzieć. Po jakimś czasie zasnęłam.

Dorian?

piątek, 16 września 2016

Od Doriana

Było już jakoś po północy, na komisariacie zostałem sam z dwoma ochroniarzami. Kończyłem dopiero za godzinę a już prawie zasypiałem. Wyszedłem ze swojego biura aby zaparzyć sobie ciepłą kawę na pobudzenie. Na dworze było zimno, już od samego rana. Co się dziwić, końcówka lata zawsze taka jest. Typowa jesień. Zabrałem z automatu plastikowy kubek i ruszyłem w drogę powrotną. Nagle, usłyszałem dźwięk otwierania się drzwi. O tej porze? Dziwne. Długo się nie zamykały, więc odłożyłem kawę na stolik z ulotkami o różnych zagrożeniach itp. poszedłem w stronę drzwi. Stała w nich na wpół przytomna kobieta, na oko w moim wieku. Była prawie że naga oraz zakrwawiona. Podszedłem do niej szybko i przytrzymałem ją widząc, że ledwo trzyma się na nogach. Zamknąłem drzwi aby do środka nie dostawało się zimno. Przyjrzałem jej się, miała podbite oko, rozciętą wargę, siniaki na nadgarstkach, na ciele pewnie też miała jakieś rany. Sądząc po rozdartych ubraniach i po tym, że prawie ich nie ma sądzę, iż ktoś mógł usiłować ją zgwałcić. Do tego była strasznie wyziębiona, blada, z zimna miała sine wargi i cała drżała.
- Jak się Pani czuje? - spytałem powoli.
- B-b-oli... - wydukała z trudem.
- Dobrze, spokojnie... pomogę Pani. - widząc, że raczej nie da rady iść o własnych siłach, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do swojego biura.
Położyłem ją na kanapie, pod głowę podłożyłem dwa miękkie jaśki obok siebie. Dodatkowo przykryłem ją kocem.
- J-a... - zaczęła rozglądając się po pomieszczeniu.
- Za chwilę porozmawiamy na spokojnie, niech się Pani rozgrzeje bo to najważniejsze. Później zrobię nam gorącą czekoladę i porozmawiamy. - uśmiechnęłam się do niej miło pocierając powoli jej ramię aby krew zaczęła szybciej płynąć i aby zrobiło jej się cieplej.

?