Spojrzałem na znikającą za drzwiami dziewczynę, przeanalizowałem to, co powiedziała... jeju, to straszne.... jak ona mogła żyć z takim skurw*synem? No właśnie.... nie mogła. Wstałem i poszedłem za nią, złapałem ją za rękę nim weszła po schodach.
- Przykro mi... czemu nie byłaś z tym na policji? - spytałem błądząc wzrokiem po jej twarzy.
- Bałam się... nikt by mi nie uwierzył. - spuściła na chwilę wzrok.
- Ja ci wierzę. - powiedziałem powodując, że spojrzała na mnie.
Po chwili wpatrywania się sobie w oczy, przytuliłem ją. Byłem jednak gotów na to, że zaraz mnie odepchnie albo ucieknie na górę.
Marlen?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz