- Daj jej spokój, jest roztrzęsiona, zrobimy to kiedy indziej. - powiedziałem przenosząc wzrok na niego.
- Ale... - zaczął, jednak mu przerwałem.
- Bez gadania, spadaj.
Chłopak mruknął coś pod nosem i odszedł, w sumie nigdy go nie lubiłem. Dobrze że jest tylko kilka dni na zastępstwie.
- Jedziemy do domu? - spytałem z troską.
Marlen?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz