Lekarze dali mi coś jeszcze na uspokojenie, postanowili, że powinnam wrócić do domu. Problem w tym, że ja nie miałam domu.
***
- To gdzie Cię podwieźć? -spytał Colin, gdy wsiedliśmy do jego auta.
Długo milczałam, wpatrując się w dal za przednią szybą.
- Do domu Doriana. -powiedziałam cicho, chłopak jednak zrozumiał.
- Marlen.. wiem, że łączyło was coś więcej niż tylko przyjaźń. Już w kinie było to widać. Jednak...nie sądzę, żeby to był dobru pomysł, aby tam teraz jechać. Zawiozę Cię do domu.
- Tam jest mój dom. -powiedziałam w końcu.
Colin westchnął.
- Mieszkam z nim odkąd... od kilku dni.
Chłopak zmrużył lekko oczy, odetchnął głęboko i odpalił w końcu silnik.
***
- Mam wejść tam z Tobą? -spytał, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe.
Spojrzałam przez szybę na dom.
- Nie trzeba. Dzięki. -otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta.
Ruszyłam dopiero, kiedy chłopak odjechał.
Dorian?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz