Dorian upadł na ziemię, a po chwili zaczęła mu lecieć krew z buzi. Przestraszyłam się. Uklęknęłam przy nim i błagałam, aby żył, wrócił do mnie. Po woli łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- To nie ma sensu, już po nim. -stwierdził chłopak, który miał mnie zwieść do szpitala- chodź, musimy jechać.
- A co z nim? -spytałam nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Nie żyje, nie ma sensu, go ratować.
- Nie zostawię go tu. -powiedziałam stanowczo, co jednak mi się nie udało, bo płakałam, uświadamiając sobie, że Dorian na prawdę nie żyje.
- Jak chcesz. -powiedział to i po prostu odszedł.
Zostawił mnie tam samą. Jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
- Dorian, proszę.. nie zostawiaj mnie. Proszę.
Dorian?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz