wtorek, 20 września 2016

Od Doriana do Marlen part 1

Co się okazało? Że odciski na liście który dostała Marlen i te na nożu były takie same, dzięki czemu mieliśmy zgodzę na powybijanie ich wszystkich.
***
Strzeliłem pierwszemu w głowę, nadal nie nawidze zabijać, nawet takich którym się należy, po kilku latach pracy wylazuje już przy tym jednak mniej uczuć niż na początku.
- Zachciało wam się bawić w Hitlera skurwysyny?! - spytałem groźnie strzelając do kolejnego, nie trafiłem, trafił jednak Matt.
***
Udało nam się znaleźć Marlen, miała na oczach bandaż, bałem się, że gdy go odsłonie, zobaczę coś okropnego... na szczęście nie zdążyli tego zrobić. Miała jednak kilka ran ciętych.
- Zabierz ją i zawieź do szpitala, straciła trochę krwi.
- A co z tobą? - rozległ się kolejny strzał.
- O mnie się nie martw, dam sobie radę. - wywróciłem oczami.
Ruszyłem w stronę drzwi, gdzie odbywała się strzelanina. W pewnym momencie podbiegła do mnie dziewczyna i przytuliła do mojego ramienia przez płacz prosząc, abym został z nią.
- Chciałaś abym dał ci spokój... miałaś mnie dość. - wlepiłem wzrok w ziemię.
- Dorian, to nie tak. - obraz zaczął mi wirować, wszystko migotało. - Dorian, co się dzieje?
W jednej chwili zamknąłem oczy i odpłynąłem osuwając się na ziemię.

Marlen? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz