Starałam się przestać, i przestałam dopiero po dłuższej chwili. Zaczęłam obmyślać plan, co zrobić, aby, to Dorian był bezpieczny. W końcu coś wymyśliłam. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Przełknęłam ślinę, będzie mi trudno zrealizować mój plan. Mam nadzieję, że się powiedzie. Albo...chyba lepiej, żeby tak nie do końca...
- Dorian ja.. przepraszam. -powiedziałam w końcu i wstałam z jego kolan.
- Za co? -spytał.
- Wybacz...nie mogę tak. -po policzku spłynęła mi łza.
Pobiegłam po schodach do góry, zamknęłam drzwi do pokoju, w którym nocowałam. Wzięłam torbę i zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy. Rzucałam je na oślep, nie zawsze trafiałam, ale stwierdziłam, że tak będzie wiarygodniej to wyglądało. Nagle usłyszałam pociągnięcie za klamkę, później pukanie.
- Marlen, o co chodzi? Proszę otwórz. -słyszałam w jego głosie, że się martwi.
Chciałam przerwać pakowanie się, otworzyć mu drzwi i znów go przytulić, ale nie mogę. Musiałam zrobić wszystko,a by Dorian był bezpieczny. Dalej się pakowałam.
- Marlen.
Zaczęłam płakać, tym razem dlatego, że ja na prawdę nie chciałam od niego odejść. Kiedy zamknęłam torbę, założyłam ją na ramię (jak dobrze, że miałam na sobie trampki) otworzyłam drzwi. Zaczęłam zbiegać po schodach, Dorian za mną.
- Marlen, stój! Co się stało?! Stój!
Bez słowa, wybiegłam przed dom, nagle usłyszałam nadjeżdżający samochód. Spojrzałam w jego stronę. Był co raz bliżej, a ja nie mogłam się ruszyć. Spanikowałam.
- Marlen! -usłyszałam.
Nagle chłopak popchnął mnie, upadłam na ziemię. Usłyszałam pisk opon, odwróciłam się za siebie i zobaczyłam Doriana, leżącego ze trzy metry ode mnie. Miał zamknięte oczy. Serce na chwilę przestało mi bić. Po chwili podbiegłam do niego.
- Dorian. -potrząsnęłam delikatnie jego ręką- Dorian. Dorian! -zaczęłam ryczeć- Dorian!! Prze-przepraszam. Proszę, Dor-Doriann.
W jednej chwili ktoś złapał mnie za włosy i mocno pociągnął do tyłu, krzyknęłam, ale mój krzyk stłumił ktoś, przykładając mi jakiś materiał do twarzy. Po chwili straciłam przytomność.
Dorian? o.o
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz