środa, 21 września 2016

Od Marlen do Doriana part 2

Wpatrywałam się w niego, jak się oddalał. Po woli obraz zamazał mi się od łez. Zaczęłam płakać, gdy przetarłam oczy, a jego już nie było. Nagle ktoś chwycił mnie za rękę, był to chłopak, który miał odwieść mnie do szpitala. Na początku się opierałam, jednak po chwili uległam.
***
W szpitalu nie czekałam długo, aż ktoś się mną zajmie. Lekarze opatrzyli moje rany, podobno nie wymagały zaszycia, musiałam jednak czekać, aż się zagoją. Dali mi jedynie leki uspokajające, przeciwbólowe i założyli opatrunki. Wypisali mi też leki jakie powinnam brać. Miałam mieć jeszcze zrobione prześwietlenie, na które musiałam jednak poczekać. Cały czas był ze mną Colin (ten policjant) kiedy dostał telefon z policji, odszedł na chwilę. A kiedy wrócił miał dziwną minę..
- Dorian.. to Twój chłopak? -spytał po dłuższej chwili.
- Nie, ale przyjaźnimy się. -chłopak westchnął cicho- A co?
- On-on nie żyje.
Przez chwilę siedziałam i wpatrywałam się w niego. Jego słowa do mnie jeszcze nie dotarły. Dorian.. przyjaciel. Dorian.. kocham go. Dorian.. czuję się przy nim bezpiecznie. Dorian.. jest jedyną najbliższą mi osobą. Dorian..... nie żyje. Dotarło to do mnie, po bardzo długim czasie, z chwilą płakałam coraz bardziej. W końcu zaczęłam krzyczeć. Wtedy Colin, objął mnie i przytulając gładził po włosach. Próbował mnie uspokoić, ale ja bardziej się denerwowałam, tak samo pocieszał mnie Dorian. Nie, nikt nie pocieszał mnie tak samo jak on. Dorian jest jedyny.

Dorian?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz