wtorek, 20 września 2016

Od Marlen do Doriana

Ich "zabawy" trwały kilka godzin, byłam wycieńczona. A jeszcze został ich szef. Chciałam już umrzeć, wręcz marzyłam o śmierci. Jeżeli jednak to przeżyję, sama będę musiała się zabić. Nie wytrzymam bez Doriana, nie potrafiłabym normalnie funkcjonować bez niego... Już nigdy nic nie będzie takie samo.
***
Ich guru jednak nie był dla mnie tak "łaskawy" jak pozostała dwójka. Urozmaicił sobie zabawę, używając do tego noża. Wpierw rozciął mi skórę pod obojczykiem, później kilka głębszych cięć przy żebrach. Robił to jakby nie był to jego pierwszy raz (z nożem). Później rzucił mną na podłogę. Krzyczałam z bólu, a on śmiał się. *** Po wszystkim leżałam już wycieńczona. Nie ubyło mi jednak dużo krwi, gdyż nacięcia były "idealne", jakby namalowane ciemnoczerwoną farbką..
Nagle rozległ się huk.

Dorian?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz