sobota, 17 września 2016

Od Marlen do Doriana

- Jestem Marlen. -powiedziałam poprawiając ręką włosy.
- Tak będzie wygodniej -stwierdził- ja jestem Dorian. -uśmiechnął się delikatnie.
Ja jednak nie odwzajemniłam gestu, myślami wciąż wracałam do dzisiejszej nocy, nie było mnie na razie stać na miłe gesty. Sięgnęłam po szklankę z sokiem i wzięłam duży łyk.
- Możesz mi teraz powiedzieć, co Ci się stało?
Zastanowiłam się chwilę. Muszę mu powiedzieć, ale...co jeżeli...szefa uderzyłam za mocno i zmarł? Będę oskarżona o zabójstwo. Westchnęłam głośno, przecież ja się tylko broniłam. A po za tym zasłużył by sobie.
- No więc? -mężczyzna nalegał.
- Pracuję jako kelnerka w nocnym klubie. Mój szef zalegał z wypłatą. Zaproponował, że pojedziemy do jego domu, bo tam przechowuje większą gotówkę, zgodziłam się. On jednak nie dał mi pieniędzy, póki ja...nie zrobię tego co on będzie chciał. Później... -łza spłynęła mi po policzku, szybko ją przetarłam- Zaczęliśmy się szarpać, nie zamierzałam tego zrobić. Chwyciłam za jakąś figurkę i uderzyłam go w głowę. Stracił przytomność, zawiadomiłam karetkę i uciekłam. Wiem, że nie powinnam uciekać, ale bałam się.

Dorian?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz